Monthly Archives: Grudzień 2011

Z genami nie wygrasz.

Nie było mnie dawno. Miałam mase spraw na głowie. To przygotowania do świąt, to szkoła, tudzież szukanie pracy. No ale w końcu znalazłam chwilę dla siebie i postanowiłam naskrobać coś.

Ostatnio tata powiedział, że potwory(bracia) są identyczni w zachowaniu jak mojej mamy rodzina. Fakt faktem, że nie pamiętam ich za bardzo, ale jednak coś tam mi świeci. Widziałam wiele razy jak odnosili się do siebie, brzydko, z krzykiem, z wiecznymi pretensjami. Moja mama była nie lepsza. Mogę powiedzieć że była ona złym człowiekiem. Była mamą, ale była zła. Nie obchodziło ją to, co z Nami się dzieje, bo wolała schlać się jak świnia i nie wracać do domu na noc, tylko nas zostawić. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać, bo miałam zaledwie 10 lat. Szybko jednam dojrzałam, gdy ona wychodziła ja zajmowałam się częściowo domem, pilnowałam braci, którzy byli malutkimi dziećmi. W wieku 10 lat moim obowiązkiem było bawić się, poznawać świat, a nie wychowywać dzieci. Zazwyczaj było tak kiepsko jak tata był w pracy. Bo gdy wracał do domu.. Byłam najszczęśliwsza na świecie.

Ciągle to sobie powtarzam – nigdy nie będę jak ona! Ale.. No geny to geny, jestem z wyglądu prawie że taka jak ona, zachowania też mam co poniektóre po niej, ale wiem, że nigdy nie doprowadzę się do takiego stanu jak ona, bo robiła krzywdę mi, tacie, braciom. I mam nadzieję, że. Ale w sumie nie mam nadziei na to, że się zmieni, nawet nie chcę wiedzieć co u niej. Straciła mnie, córkę, rodzinę raz na zawsze.


Ostatnimi czasy czuję się taka skołowana. Tak bardzo smutna i hm.. Miałam parę lat wstecz pewien ciężki okres w moim życiu. Prawdopodobnie była to depresja, kilka miesięcy nie wychodziłam do ludzi, do szkoły bałam się uczęszczać, z ludźmi nie chciałam rozmawiać. Straciłam wówczas na tamten czas dwie dobre przyjaciółki. Czułam się wtedy taka nieatrakcyjna, samotna, płaczliwa, bojaźliwa.

Wiecie, stworzyłam taki mały swój świat, nikogo nie chciałam do niego wpuścić. Bałam się ludzi, bałam się im ufać. Nie wiem jak do tego doszło, że doprowadziłam się do takiego stanu, ale było kiepsko. Moje owe „przyjaciółki” jakoś nie bardzo interweniowały w to, rodzina nie dawała rady, więc zostawałam zdana sama sobie. Jednak jakoś sama z tego wyszłam, sama podniosłam się na duchu, sama udawałam się do psychologa. Było to dla mnie bardzo trudne, gdyż w pewnym momencie czułam się jak typowa wariatka. Myślałam, że psycholog w niczym mi nie pomoże, że stracę tylko mój czas i jego. Ale po ok. 9, 10 spotkaniach zaczynało docierać do mnie, że mam jedno życie. Nie mogę go marnować siedząc w pokoju pod kołdrą, użalając się nad sobą i nad moim życiem. Pokazałam wszystkim, że jeszcze mam szansę na to, aby normalnie funkcjonować. Wybrałam się do fryzjera, podcięłam, zafarbowałam wówczas włosy na ciemny blond, wyrzuciłam z pokoju wszystko co było dla mnie przygnębiające i przypominające o tym, że mam dość życia. Usuwałam wszystkie adresy stron www z różnymi forami i te społecznościowe, gdzie miałam dostęp do ludzi z problemami takimi jak ja, a to bardzo demotywowało. Powoli zaczynałam odżywać.

Gdy po długim weekendzie majowym wróciłam do szkoły, nikt mnie nie poznał, zaczęłam dbać o siebie, wyglądałam radośnie, uśmiechałam się do ludzi, wszyscy zauważyli zmianę we mnie, wyjście z dna. Kibicowali mi bardzo, ale najbardziej tylko jedna osoba. Praktycznie był to mój wróg, ale tylko ona tak naprawdę dodawała mi czasem trochę otuchy. Moje „przyjaciółki” ani razu mnie nie odwiedziły, nie dzwoniły, nie pisały, a jedyna Ż. z którą prawdę mówiąc miałam na pieńku, była ze mną. Oczywiście z tymi dwiema nie mam kontaktu, ale z Ż. utrzymujemy nadal, czasem wyskoczymy gdzieś razem na piwo tak pogadać, wyżalić się. W takich momentach ludzie dostrzegają, kto był tak naprawdę przy Tobie. I nie ma to znaczenia czy to wróg, czy kumpel. Bo tylko TA osoba BYŁA, gdy potrzebowałam przyjaciół.

Nikomu nie życzę takiego stanu. Mimo, że ostatnio, jak pisałam na początku, czuję się słabo, ciągle bym tylko płakała, to wiem, że teraz mam na kogo liczyć. Dobrze jest mieć takich ludzi przy sobie.


To, owo i tamto.

Mamy już grudzień. Jak ten czas szybko zleciał. Dzisiaj dzwoni do mnie ciotka i mówi :

– Anka i jak? Już gotowa na świąteczne sprzątanie?

Od razu moja mina z dość wesołej zmieniła się w naburmuszoną myśląc jakby tu się wykręcić. Pierwszy pomysł taki. Mam szkołę w week (bo w sumie mam), drugi pomysł. Potrąci mnie w drodze do Niej autobus, którym miałam jechać. No, ale jednak stwierdziłam, że nie będę taka zła bratanicą i jako tako jej pomogę.

– No jasne ciociu, zawsze chętnie Ci pomogę.

Odpowiedziałam dość ironicznym głosem, tym bardziej, że jeszcze u siebie muszę wysprzątać, ale nie tak szybko jak u niej. Mamy dopiero początek grudnia! No ale mniejsza. Chyba wyczuła ten sarkazm w tym, co jej powiedziała bo tylko słyszałam jakieś marudzenie i:

– No to jak już chcesz, nie chcesz nie musisz, ale zawsze możesz pomóc.

Tylko nie rozumiem tego, dlaczego oznajmiła mi, że już już szybko szybko będę na pewniaka z nią sprzątała, a teraz że jak mi się zachce? No cóż, mogłam w sumie jej tak nie odpowiadać, ciotka ma swoje lata, ale jest bardzo rozumną kobietą i wyjątkową. Także od razu po głosie wszystko potrafi Ci wyczytać. Moja rodzina po prostu wariuje.

Dzisiaj w sumie nie miałam humoru, aż do teraz. Mój M. wyczuł sprawę i idąc na trening napisał „Idę na siatę. Odezwę się potem, ale Ty piękna uśmiechnij się : * „. Noo i Ania już zadowolona, uśmieszek na buźce jest, mimo nie za ciekawego dnia. Nadal choruję, a muszę wykruować się do soboty. Ech.

Gorący temat: Co sądzicie o karze śmierci? Jesteście za jej wprowadzeniem, czy przeciwni temu?

Ja w sumie nie wiem, trochę rozmyślałam nad tym. Doszłam do wniosku takiego, że każdy człowiek dostaje tylko jedno życie, jedną szansę na to jak je wykorzysta. Ale to jednak trochę niesprawiedliwe, gdyż niewinny człowiek zginął z rąk drugiego człowieka. Bezkarnie mu odebrał życie i zamiast trafić do więzienia, ląduje w „hotelu”. Całodobowa obsługa, posiłki podawane 3x dziennie, prysznice, możliwość pracy, gdzie niektóre rodziny nie maja takowych luksusów.  Dlatego też pytam: Gdzie ta cholerna sprawiedliwość?!