Ostatnimi czasy czuję się taka skołowana. Tak bardzo smutna i hm.. Miałam parę lat wstecz pewien ciężki okres w moim życiu. Prawdopodobnie była to depresja, kilka miesięcy nie wychodziłam do ludzi, do szkoły bałam się uczęszczać, z ludźmi nie chciałam rozmawiać. Straciłam wówczas na tamten czas dwie dobre przyjaciółki. Czułam się wtedy taka nieatrakcyjna, samotna, płaczliwa, bojaźliwa.

Wiecie, stworzyłam taki mały swój świat, nikogo nie chciałam do niego wpuścić. Bałam się ludzi, bałam się im ufać. Nie wiem jak do tego doszło, że doprowadziłam się do takiego stanu, ale było kiepsko. Moje owe „przyjaciółki” jakoś nie bardzo interweniowały w to, rodzina nie dawała rady, więc zostawałam zdana sama sobie. Jednak jakoś sama z tego wyszłam, sama podniosłam się na duchu, sama udawałam się do psychologa. Było to dla mnie bardzo trudne, gdyż w pewnym momencie czułam się jak typowa wariatka. Myślałam, że psycholog w niczym mi nie pomoże, że stracę tylko mój czas i jego. Ale po ok. 9, 10 spotkaniach zaczynało docierać do mnie, że mam jedno życie. Nie mogę go marnować siedząc w pokoju pod kołdrą, użalając się nad sobą i nad moim życiem. Pokazałam wszystkim, że jeszcze mam szansę na to, aby normalnie funkcjonować. Wybrałam się do fryzjera, podcięłam, zafarbowałam wówczas włosy na ciemny blond, wyrzuciłam z pokoju wszystko co było dla mnie przygnębiające i przypominające o tym, że mam dość życia. Usuwałam wszystkie adresy stron www z różnymi forami i te społecznościowe, gdzie miałam dostęp do ludzi z problemami takimi jak ja, a to bardzo demotywowało. Powoli zaczynałam odżywać.

Gdy po długim weekendzie majowym wróciłam do szkoły, nikt mnie nie poznał, zaczęłam dbać o siebie, wyglądałam radośnie, uśmiechałam się do ludzi, wszyscy zauważyli zmianę we mnie, wyjście z dna. Kibicowali mi bardzo, ale najbardziej tylko jedna osoba. Praktycznie był to mój wróg, ale tylko ona tak naprawdę dodawała mi czasem trochę otuchy. Moje „przyjaciółki” ani razu mnie nie odwiedziły, nie dzwoniły, nie pisały, a jedyna Ż. z którą prawdę mówiąc miałam na pieńku, była ze mną. Oczywiście z tymi dwiema nie mam kontaktu, ale z Ż. utrzymujemy nadal, czasem wyskoczymy gdzieś razem na piwo tak pogadać, wyżalić się. W takich momentach ludzie dostrzegają, kto był tak naprawdę przy Tobie. I nie ma to znaczenia czy to wróg, czy kumpel. Bo tylko TA osoba BYŁA, gdy potrzebowałam przyjaciół.

Nikomu nie życzę takiego stanu. Mimo, że ostatnio, jak pisałam na początku, czuję się słabo, ciągle bym tylko płakała, to wiem, że teraz mam na kogo liczyć. Dobrze jest mieć takich ludzi przy sobie.


4 responses to “

  • Mała Czarna

    No właśnie… Też mam teraz trudny okres. I ciągle się waham czy iść do psychologa czy nie. Ale jak widać pomaga, jeśli Tobie pomógł, to mnie pewnie też.
    A teraz pogoda zła, zima, ciemno, słońca brak i nie można się pozytywnie nastroić, minie, z pomocą bliskich osób da się radę 🙂

  • grenadine

    Dzisiejszy dzień był dla mnie kwintesencją złego samopoczucia i problemów. A jednak to też”ktoś” pomógł.

    Podziwiam, że wyszłaś praktycznie sama z takiego dołka. Nie popadaj w złe samopoczucie, nie po tym ile się nad tym napracowałaś, żeby było dobrze. 😉

  • inspiraciones

    dokładnie wiem jak to jest być w takim stanie i właśnie się w nim znajduje.. Mam dosyć tego stanu i czytając twoją notkę bardzo mi pomogłaś. Może po przeczytaniu twoich słów spróbuje też podnieść się z tego dołka, mam nadzieję że poradzę sobie. Pozdrawiam :))

  • Wiki

    nie zawsze jesteśmy w stanie pomóc same sobie,
    rozumiem, że ciężko jest kogoś obcego poprosić, lub tak po prostu zacząć mówić o sobie, ale jest warto…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: