Author Archives: AnaSzi

.

Niecały miesiąc temu wykryto u mojego M. raka. Jestem zdruzgotana, załamana. Płaczę po nocach, lecz nie przy Nim. Muszę być silna przy Nim, żeby nie czuł się źle w moim towarzystwie. Jest na razie po 2 zabiegach, amputowali mu palca i wycieli guza spod pachy. Teraz czekamy na radioterapie. Musi być dobrze, kocham Cię i będę z Tobą jeszcze bardziej niż zwykle.


MASAKRA

Mamy marzec, ten czas tak szybko leci. A życie dalej przemija.. Dlaczego z nim nic nie robię? Boli mnie cholernie moja bezczynność. Słomiany zapał – oto mój wróg. Idę spać, od ostatniego postu dalej cierpię na brak snu. Nie liczę na nic dobrego.


Strach się bać.

Cholernie boli mnie głowa. Nie mogę spać. Cierpię, cierpię, cierpię. Miewam ostatnio różne myśli. Jednak wole jakoś ich nie ujawniać, bo są to są najróżniejsze akcje wymyślone w mojej głowie. Nie mam pojęcia skąd, dlaczego się one pojawiły. Zaczyna mnie to przerażać. Bo to co tam się dzieje..


Shjshsh.

Dawno mnie tu dość nie było. W moim życiu nic się nie dzieje. Zbliża się marzec, zaraz po nim kwiecień. Boje się, że największe kłamstwo, a raczej mały zatajony fakt wyjdzie na światło dzienne.  Dlatego też nie wiem co z „tym” fantem zrobić.

W domu panuje spokój, w miłości także. A co z przyjaźnią? Chyba trochę odizolowałam się, zbudowałam jakiś mur między mną, a paroma osobami. Myślę, że czas najwyższy to naprawić.  Hmm, myślę, że byłoby na tyle. Na pewno tu wrócę, wiem o tym.


Kończę dzisia…

Kończę dzisiaj 21 lat. W życiu nic nie osiągnęłam, czasem dotykałam dna. Czasem byłam najszczęśliwsza na świecie. Niekiedy miałam dość tego, że wszystko mi nie wychodziło i tego, że za szybko poddaje się. Ale ja wiem jedno. Mimo tego, że moje życie nie wygląda tak, jakbym tego chciała, to nie mogłabym je zamienić na jakieś inne. Wiem, że dużo za mną, lecz jeszcze więcej przede mną. Mam nadzieję, że ten rok będzie znacznie lepszy, a mi przybędzie trochę oleju do głowy w pewnych kwestiach. 

 Sylwester minął dobrze, święta również, aczkolwiek żadnych postanowień nie mam. Co ma być to będzie, nie zakładam z góry że akurat w tym momencie to dobry czas na zmiany. Każdy dzień, każda chwila będzie na to dobra, ale wiem, że to nie mój czas. Pozdrawiam.

 


Z genami nie wygrasz.

Nie było mnie dawno. Miałam mase spraw na głowie. To przygotowania do świąt, to szkoła, tudzież szukanie pracy. No ale w końcu znalazłam chwilę dla siebie i postanowiłam naskrobać coś.

Ostatnio tata powiedział, że potwory(bracia) są identyczni w zachowaniu jak mojej mamy rodzina. Fakt faktem, że nie pamiętam ich za bardzo, ale jednak coś tam mi świeci. Widziałam wiele razy jak odnosili się do siebie, brzydko, z krzykiem, z wiecznymi pretensjami. Moja mama była nie lepsza. Mogę powiedzieć że była ona złym człowiekiem. Była mamą, ale była zła. Nie obchodziło ją to, co z Nami się dzieje, bo wolała schlać się jak świnia i nie wracać do domu na noc, tylko nas zostawić. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać, bo miałam zaledwie 10 lat. Szybko jednam dojrzałam, gdy ona wychodziła ja zajmowałam się częściowo domem, pilnowałam braci, którzy byli malutkimi dziećmi. W wieku 10 lat moim obowiązkiem było bawić się, poznawać świat, a nie wychowywać dzieci. Zazwyczaj było tak kiepsko jak tata był w pracy. Bo gdy wracał do domu.. Byłam najszczęśliwsza na świecie.

Ciągle to sobie powtarzam – nigdy nie będę jak ona! Ale.. No geny to geny, jestem z wyglądu prawie że taka jak ona, zachowania też mam co poniektóre po niej, ale wiem, że nigdy nie doprowadzę się do takiego stanu jak ona, bo robiła krzywdę mi, tacie, braciom. I mam nadzieję, że. Ale w sumie nie mam nadziei na to, że się zmieni, nawet nie chcę wiedzieć co u niej. Straciła mnie, córkę, rodzinę raz na zawsze.


Ostatnimi czasy czuję się taka skołowana. Tak bardzo smutna i hm.. Miałam parę lat wstecz pewien ciężki okres w moim życiu. Prawdopodobnie była to depresja, kilka miesięcy nie wychodziłam do ludzi, do szkoły bałam się uczęszczać, z ludźmi nie chciałam rozmawiać. Straciłam wówczas na tamten czas dwie dobre przyjaciółki. Czułam się wtedy taka nieatrakcyjna, samotna, płaczliwa, bojaźliwa.

Wiecie, stworzyłam taki mały swój świat, nikogo nie chciałam do niego wpuścić. Bałam się ludzi, bałam się im ufać. Nie wiem jak do tego doszło, że doprowadziłam się do takiego stanu, ale było kiepsko. Moje owe „przyjaciółki” jakoś nie bardzo interweniowały w to, rodzina nie dawała rady, więc zostawałam zdana sama sobie. Jednak jakoś sama z tego wyszłam, sama podniosłam się na duchu, sama udawałam się do psychologa. Było to dla mnie bardzo trudne, gdyż w pewnym momencie czułam się jak typowa wariatka. Myślałam, że psycholog w niczym mi nie pomoże, że stracę tylko mój czas i jego. Ale po ok. 9, 10 spotkaniach zaczynało docierać do mnie, że mam jedno życie. Nie mogę go marnować siedząc w pokoju pod kołdrą, użalając się nad sobą i nad moim życiem. Pokazałam wszystkim, że jeszcze mam szansę na to, aby normalnie funkcjonować. Wybrałam się do fryzjera, podcięłam, zafarbowałam wówczas włosy na ciemny blond, wyrzuciłam z pokoju wszystko co było dla mnie przygnębiające i przypominające o tym, że mam dość życia. Usuwałam wszystkie adresy stron www z różnymi forami i te społecznościowe, gdzie miałam dostęp do ludzi z problemami takimi jak ja, a to bardzo demotywowało. Powoli zaczynałam odżywać.

Gdy po długim weekendzie majowym wróciłam do szkoły, nikt mnie nie poznał, zaczęłam dbać o siebie, wyglądałam radośnie, uśmiechałam się do ludzi, wszyscy zauważyli zmianę we mnie, wyjście z dna. Kibicowali mi bardzo, ale najbardziej tylko jedna osoba. Praktycznie był to mój wróg, ale tylko ona tak naprawdę dodawała mi czasem trochę otuchy. Moje „przyjaciółki” ani razu mnie nie odwiedziły, nie dzwoniły, nie pisały, a jedyna Ż. z którą prawdę mówiąc miałam na pieńku, była ze mną. Oczywiście z tymi dwiema nie mam kontaktu, ale z Ż. utrzymujemy nadal, czasem wyskoczymy gdzieś razem na piwo tak pogadać, wyżalić się. W takich momentach ludzie dostrzegają, kto był tak naprawdę przy Tobie. I nie ma to znaczenia czy to wróg, czy kumpel. Bo tylko TA osoba BYŁA, gdy potrzebowałam przyjaciół.

Nikomu nie życzę takiego stanu. Mimo, że ostatnio, jak pisałam na początku, czuję się słabo, ciągle bym tylko płakała, to wiem, że teraz mam na kogo liczyć. Dobrze jest mieć takich ludzi przy sobie.