To, owo i tamto.

Mamy już grudzień. Jak ten czas szybko zleciał. Dzisiaj dzwoni do mnie ciotka i mówi :

– Anka i jak? Już gotowa na świąteczne sprzątanie?

Od razu moja mina z dość wesołej zmieniła się w naburmuszoną myśląc jakby tu się wykręcić. Pierwszy pomysł taki. Mam szkołę w week (bo w sumie mam), drugi pomysł. Potrąci mnie w drodze do Niej autobus, którym miałam jechać. No, ale jednak stwierdziłam, że nie będę taka zła bratanicą i jako tako jej pomogę.

– No jasne ciociu, zawsze chętnie Ci pomogę.

Odpowiedziałam dość ironicznym głosem, tym bardziej, że jeszcze u siebie muszę wysprzątać, ale nie tak szybko jak u niej. Mamy dopiero początek grudnia! No ale mniejsza. Chyba wyczuła ten sarkazm w tym, co jej powiedziała bo tylko słyszałam jakieś marudzenie i:

– No to jak już chcesz, nie chcesz nie musisz, ale zawsze możesz pomóc.

Tylko nie rozumiem tego, dlaczego oznajmiła mi, że już już szybko szybko będę na pewniaka z nią sprzątała, a teraz że jak mi się zachce? No cóż, mogłam w sumie jej tak nie odpowiadać, ciotka ma swoje lata, ale jest bardzo rozumną kobietą i wyjątkową. Także od razu po głosie wszystko potrafi Ci wyczytać. Moja rodzina po prostu wariuje.

Dzisiaj w sumie nie miałam humoru, aż do teraz. Mój M. wyczuł sprawę i idąc na trening napisał „Idę na siatę. Odezwę się potem, ale Ty piękna uśmiechnij się : * „. Noo i Ania już zadowolona, uśmieszek na buźce jest, mimo nie za ciekawego dnia. Nadal choruję, a muszę wykruować się do soboty. Ech.

Gorący temat: Co sądzicie o karze śmierci? Jesteście za jej wprowadzeniem, czy przeciwni temu?

Ja w sumie nie wiem, trochę rozmyślałam nad tym. Doszłam do wniosku takiego, że każdy człowiek dostaje tylko jedno życie, jedną szansę na to jak je wykorzysta. Ale to jednak trochę niesprawiedliwe, gdyż niewinny człowiek zginął z rąk drugiego człowieka. Bezkarnie mu odebrał życie i zamiast trafić do więzienia, ląduje w „hotelu”. Całodobowa obsługa, posiłki podawane 3x dziennie, prysznice, możliwość pracy, gdzie niektóre rodziny nie maja takowych luksusów.  Dlatego też pytam: Gdzie ta cholerna sprawiedliwość?!


Moje blablabla.

Nie mam dzisiaj jakichś głębszych myśli. Jestem chora, pięknie. Próbowałam usnąć, kręciłam się z boku na bok, bez skutku. Nos czerwony jak u tego renifera, oczy wielkie, wybałuszone i wilgotne, kaszel cholernie męczący + stan podgorączkowy. A ja siedzę na blogu, prawdopodobnie majaczę bez sensu, sklejając jakieś słowa. Przecież nie zawsze muszę mieć mieć coś ciekawego do napisania? I też nie zawszę muszę prawić jakieś kazania samej sobie. Chociaż dręczy mnie mała sprawa.

Mam dość przedświątecznej gorączki, tej całej szopki, już od początku listopada wszędzie mikołaje, aniołki, choinki, zabawki, itp., itd. Nie było jeszcze świąt, a ja po prostu już nimi rzygam, brzydko mówiąc. Wkurwia mnie sztuczna radość u elfów i ich szczęśliwych reniferów. Jestem dzisiaj wyjątkowo marudna, ale przecież mogę. Nie jest wskazane to, abym wiecznie chodziła z uśmiechem. Jestem niewyspana, znowu. Trochę zagubiona, mimo iż znam drogę do celu, lecz nie wiem czy dobrze idę. Być może powtarzam się ze słowami, jeżeli tak, wybaczcie. Dzisiaj nie jestem sobą, włączając choróbsko które mnie dopadło. Zmęczył mnie ten dzień, znowu majaczę, sama do siebie i podśpiewuję jakąś piosenkę. Kiepsko ze mną już, czas na sen, o ile uda mi się zasnąć. Dobranoc.


Czy bycie zazdrośnicą jest złem?

„- Kochanie, jesteś zazdrosna?

– Nie.

– To daj buziaka.

– Niech ona Ci da.”

Pozwoliłam sobie przytoczyć ten tekst z bardzo interesującego bloga, znalezionego przed chwilą. Muszę przyznać się bez bicia, że niestety jestem malutką zazdrośnicą. Z dużym akcentem na malutką. Nie lubię, gdy do mojego M. przystawiają się jakieś inne kobiety mrugając i trzepocząc śmiesznie rzęsami tak, jakby coś im tam wpadło. Jestem tego świadoma, że jest atrakcyjnym facetem i płeć żeńska będzie się kręcić koło Niego, uśmiechać się jakoś zalotnie w Jego stronę, zagadywać żenującymi tekstami. Podam przykład z ostatniej imprezy. Widzę biednego M. w tłumie takowych rozmarzonych na jego widok panienek, podchodzę, daje mu buziaka i nagle bam. Żadnej nie ma. Ale nie, nie. Jest jeszcze jedna. Uparta i twarda, ślini się na jego widok. Wciąż go zagaduje, pokazuje ząbki, jakoś „niechcący” klepie po ramieniu, że niby coś zabawnego powiedział. Nagle czuję gul w gardle, serce bije szybciej, ale nie pokazuję tego, dobrze maskuje tą zazdrość. Przechodzę obok rozchichotanej dziewuchy, niby ich nie widząc, nagle słyszę „Oto i moja najcudowniejsza kobieta”. Wtedy nie wytrzymałam, podeszłam, mocno się wtuliłam, dziewczyna chcąc nie chcąc, musiała jednak zrezygnować. „Dobrze Ci tak” – pomyślałam. Byłam wręcz dumna, nagle poczułam się ogromna, gdy tak powiedział i chwycił mnie do siebie. Niesamowite uczucie.

Ale.. Ja to wiem, że M. lubi, gdy jestem o niego zazdrosna, niegdyś wspominał, że czuje w ten sposób, iż mi na nim naprawdę zależy. Bo zależy, cholernie! Chociaż nie powiem, też lubię to, gdy on jest o mnie zazdrosny, gdy kręci się koło mnie jakiś facet, a M. tylko patrzy z rozkojarzonym wzrokiem, ukrywając w środku to, że się gotuje, ale obrał już technikę. Wie jak mnie podejść, bym zwracała uwagę tylko na niego, doskonale wprawił się w to. Uwielbiam, gdy tak się stara, bym dostrzegała tylko jego.

Zazdrość ogólnie jest dobrą sprawą, aczkolwiek nie może być ona przesadzona, bo wtedy już nie będzie tak sympatycznie, jak ja opisywałam to wyżej. Trzeba znać granice, a jeżeli Twój partner, bądź partnerka dawno temu ją przekroczyli, to konieczna w tym wypadku byłaby rozmowa. A jeśli nic to nie poskutkowałoby.. Niestety trza podjąć mocniejsze działania. Bo zazdrość może być nie tylko uprzykrzająca (mówię o tej przesadnej), ale też bardzo toksyczna. Także.. Panujmy nad emocjami. : ))


Smuty, żale. Żale, smuty.

Czekam aż dojedziesz do domu. Standardowo martwię się o Ciebie, dzisiaj wyjątkowo, gdyż wieje bardzo nieprzewidywalny wiatr. Ostatnio między Nami nie było za dobrze, dzisiaj poczułam, że w końcu Cię odzyskałam na nowo. To tak jakbym ponownie zakochała się. Właśnie tego było nam trzeba. Rozpalić Naszą miłość od nowa i mimo, że kochamy się to teraz czuję, że to uczucie jest większe, silniejsze, piękniejsze. Budzisz we mnie tyle emocji, raz potrafię Cie nienawidzić, potem zaraz przytulać się do Ciebie i całować Cię. Mimo iż bywało między Nami różnie, to jednak już wiem, że mogę absolutnie zawsze na Tobie polegać, ufać Ci bezgranicznie, wypłakać się, wyżalić. Cieszę się, że znalazłam Cię mój M.

Próbowałam zasnąć, bez skutku. Od kilku tygodni nie wysypiam się, co to teraz odbija się na moim toku myślenia, a także na zdrowiu. Jestem osłabiona, nieco rozdrażniona. Fakt faktem, ostatnimi czasy miewałam parę ciężkich chwil, aczkolwiek wyszłam już ze wszystkim na prostą. Codziennie wieczorem, właściwie w nocy, daję sobie nadzieję „A nóż, dzisiaj na pewno smacznie pochrapie”, kolejne rozczarowanie, kolejny kiepski poranek, kolejny dzień w tył. Ale jednak człowiek żyje nadzieją, więc.. Pewnie dzisiaj zasnę i w końcu porządnie wyśpię się. : )


Raczkowanie.

Hm.. Będę tu anonimowa. Przecież nie jest to tu wskazane, bym miała opisywać swój wygląd i tego typu sprawy. W takim razie.. Po co mi blog? A po to, gdyż to dobry sposób na wyrażenie swoich myśli, poglądów na pewne tematy, opisywania swych refleksji, odczuć. Blog służył mi niegdyś wiele lat, nie podam adres, ponieważ jak wspomniałam – wole pozostać anonimowa. Nie wiem czemu z tego zrezygnowałam, może to byś spowodowane brakiem czasu, bądź innymi moimi wymówkami. Ale.. Anaszi wróciła na nowy serwer z pokładami energii mimo niesprzyjającej pogody. Do następnego! Ach i życzcie mi powodzenia, gdyż dopiero poznaję owy serwer i mam nadzieję, że nie zawiodę się jednak na nim. : ))